Czy Wam też wydaje się, że kalendarzowa wiosna zaczyna istnieć już tylko na papierze?

Jeszcze wczoraj otulaliśmy się grubymi szalami, narzekając na zimowe przymrozki, a dosłownie chwilę później zza chmur wyjrzało słońce, które od razu zaserwowało nam iście lipcowe temperatury. Tradycyjne, leniwe przedwiośnie – z jego stopniowym budzeniem się przyrody do życia – niemal całkowicie zanika na naszych oczach.

Zamiast łagodnego przejścia, natura funduje nam prawdziwy rollercoaster: prosto z zimowego letargu wskakujemy w upalne, letnie dni.

Ta nagła zmiana wymusza na nas błyskawiczne przestawienie trybów. Wietrzenie szaf, wyciąganie rowerów i planowanie weekendowych wypadów nad wodę dzieje się teraz w ekspresowym tempie. Przyroda wokół nas dosłownie eksplodowała zielenią w kilka dni, a my razem z nią musimy szybko zaadaptować się do tych gorących, letnich klimatów.

Mamy to szczęście, że mieszkamy w tak urokliwym miejscu, gdzie ten nagły powiew lata smakuje jeszcze lepiej. Kiedy wokół wszystko paruje świeżością, a wieczory zaczynają pachnieć rozgrzaną ziemią i skoszoną trawą, człowiek dochodzi do wniosku, że ucieczka w dalekie tropiki kompletnie mija się z celem. Po co spędzać godziny w samolotach i szukać raju na drugim końcu świata, skoro ten prawdziwy, niezmącony niczym reset mamy tuż za progiem?

To właśnie tutaj, na własnym tarasie, w cieniu lokalnych drzew i z kubkiem mrożonej kawy w ręku, wypoczywa się najpełniej, najwspanialej i całkowicie we własnym rytmie.

A samo przejście z zimna do ciepełka zajęło kilka dni …